Maj zleciał mi jak z bicza strzelił. Z jednej strony początek miesiąca upłynął mi na błogim roztrenowaniu, ale zanim się obejrzałam – już robiłam mocne akcenty na warszawskiej Agrykoli. Psychicznie odpoczywałam od biegania na rowerze, co pozwoliło mi znacznie stęsknić się za tym jakże podstawowym ruchem kończyn dolnych. W samą porę, bo UTM zbliża się wielkimi krokami …

Będzie bardzo szybciutko. Obiecuję. Same konkrety w dniu dzisiejszym – całkowicie pochłonęły mnie przygotowania logistyczne związane z wyjazdem na Ultra-trail Małopolska, ale doszłam do wniosku, że głupio byłoby zostawić tak fajny miesiąc bez podsumowania.

Bieganie: roztrenowanie + szlifowanie formy

W skrócie, po wyczynach maratońskich – pierwsze dwa tygodnie maja to luźne wybiegania oraz powrót na rower. Trzy kolejne – to przede wszystkim szlifowanie formy przed wyjazdem do Kasiny na UTM. Bardzo zależało mi na tym, aby psychicznie odpocząć po maratonie, ale równocześnie nie pozwolić sobie na “odpuszczenie” i absolutną labę, po której trudno byłoby wrócić do normalnych dni treningowych.

Dlatego też, pierwszy tydzień po maratonie to marszo-biegi w górskich klimatach. Starałam się jak najwięcej chodzić i luźniutko biegać – bez presji, bez konkretnego planu. Wychodziłam na szlak i po prostu korzystałam z czasu poza miastem. Psychicznie wypoczęłam i byłam gotowa na powrót do stolicy.

Drugi tydzień to luźne wybiegania – 3 treningi biegowe od 7 – 13km. Biegałam tyle ile miałam ochotę. Nogi wciąż współpracowały, głowa chciała więcej, ale przekonywałam siebie, że jeszcze będzie czas się wykazać.

W kolejnym tygodniu wracam do ustrukturyzowanych treningów – pracuję nad szybkością i zaczynam od 1-2 minutowych przebieżek, np. 3km luźnego biegu + 1min szybko / 2min wolno. Nogi powolutku się odmulają i przypominają sobie jak to jest podkręcić tempo. Biegam też w II zakresie (na koniec przebieżki), a w weekend funduję sobie 15km dłuższe wybieganie.

Następny tydzień to ostateczny szlif formy. Robię ostatnie mocne akcenty 3 x 3km @ 5:00 z 6min przerwą – co ciekawe, wracając pamięcią do moich ostatnich dłuższych interwałów – dosłownie umierałam po 1500m, tutaj miałam utrzymać się w III / IV zakresie dwa razy dłużej i mimo ogromu wysiłku, mój organizm lepiej to przyjął niż odcinki o połowę krótsze. Czwartek to powrót na Agrykolę, a weekend – 20km wybieganie.

Ostatni tydzień przed UTM, to jak mówi moja trenerka  “masz leżeć z nogami do góry i pachnieć” – bardzo mi się podoba taka perspektywa, ale by nie było zbyt pięknie, delikatny trening jest wskazany. Dwa treningi do 10km z 100-200m przebieżkami na koniec. Od czwartku REST i zbieranie sił na sobotnie 64km …

Przebiegnięte kilometry: 170km

Rower

Wspominałam już, że jestem ogromną fanką długich rowerowych tripów? Przejazdy do pracy stały się dla mnie przyjemnością odkąd zamieniłam komunikację miejską na rower. Jako, że nie mam daleko – zaledwie 7km w jedną stronę, nie mogłam się powstrzymać przed “dłuższymi” powrotami do domu (no jak już wyciągnęłam ten rower, to szkoda nie skorzystać) i tym oto sposobem, wracałam czasami 2h do domu z 40km na liczniku. Ogromna przyjemność i odpoczynek. Bez filozofii 🙂

Wykręcone kilometry: 335km

Joga

Tak, tak. Nastąpił ten przełomowy moment, gdy sumiennie zaczęłam chodzić na jogę i codziennie się rozciągać. Zaczęłam też z większym pietyzmem podchodzić do rollera (mimo, że nie lubię zbytnio). Po miesiącu zajęć muszę przyznać, że przede wszystkim poprawiła mi się jakość snu (!), jestem też spokojniejsza, a codzienne rozciąganie sprawia, że powolutku nabieram większej elastyczności. Polecam spróbować – fajne doświadczenie.

Podsumowanie

Jestem zadowolona z tego, co udało się w maju osiągnąć i wiem, że zrobiłam, co w mojej mocy (na swoje własne warunki), aby móc porwać się na wyzwanie startu w Ultra-trail Małopolska na dystansie 64km, który w zeszłym roku ukończyło zaledwie 6 kobiet !!!! Jestem turbo podekscytowana, bo jedziemy tam całą ekipę pod patronatem Bezmięsnego – pewnie kojarzycie Igora i Rafała, hm? 🙂 Tak, tak – największe przystojniaki branży roślinnej wysyłają mój zespół na UTM, gdzie wystartujemy na dystansach od 10 do 64km.

Maj był super, szczerze. Może dlatego, że połowę miesiąca spędziłam robiąc to na co miałam ochotę. Cieszy mnie fakt, że wyrosłam już z przeświadczenia, że jeden dzień bez biegania sprawi, że spadnie mi forma (hehehe) i doceniłam ogromną moc regeneracji. Staram się za każdym razem podkreślić jak ważny jest sen – możemy przerzucać niesamowite ciężary na siłowni, wykręcać setki tysięcy kilometrów na rowerze albo zdzierać kolejne buty biegowe podczas kosmicznych dystansów, ale nie da nam to nawet odrobiny satysfakcji, gdy jesteśmy zmęczeni.

Trzymajcie mocno za nas kciuki na UTM. Ja wracam do gorączki przygotowań i życzę nam by czerwiec był bardziej letni niż wiosenny z dominacją słonecznych dni!

Trzymajcie się,

Marta