Nie jest łatwo. Codziennie jesteśmy bombardowani informacjami związanymi z obecną sytuacją epidemiologiczną, #zostańwdomu to nie żart. Coronavirus sieje spustoszenie w praktycznie każdej sferze naszego życia bez względu na to, czy jesteśmy biegaczami, czy nie.

Kiedy zanotowano pierwsze zachorowanie w związku z COVID-19 w Warszawie, niewiele osób zdawało sobie sprawę jak dynamicznie sytuacja zmusi nas do domowej izolacji. Pamiętam, że z początkiem miesiąca wracałam z biura i widziałam osoby, które były dosłownie obładowane papierem toaletowym, kanistrami z wodą, a z reklamówek wystawał makaron i ryż. Byłam w tak ciężkim szoku (czy świat ma się ku końcowi?), że po wejściu do domu byłam totalnym wrakiem.  Miałam tzw. "pietra", czyli po ludzku - przestraszyłam się nie na żarty. Co będzie dalej?

Marzec w liczbach, czyli mój trening w czasach pandemii

Od początku marca podjęłam decyzję o tym, że samodzielnie będę odpowiedzialna za swoje treningi - z jednej strony chcę trochę popróbować z różnymi metodami, jestem ciekawa reakcji organizmu i szczerze? Chcę być swoim własnym królikiem doświadczalnym, aby w tym jakże nietypowym czasie utrzymać dobrą kondycję i miejmy nadzieję w lipcu ukończyć 130km w dobrym zdrowiu na DFBG.

W marcu przebiegłam 267km.

Zaczęłam od podzielenia roku na konkretne cykle. O periodyzacji pisałam już TUTAJ. Obecnie, jestem na etapie budowania wytrzymałości (łącznie 12 tyg: 5 + 1 / 5 + 1). Kilometraż od 50 - 65km na ten miesiąc. Robię od 4 do 5 jednostek treningowych, gdzie 3 są jakościowe - wtorki, czwartki (przebieżki, podbiegi, fartlek etc) oraz sobota/niedziela (długie wybieganie). W zależności od kilometrażu, dobieram maksymalnie 2 dni z biegiem regeneracyjnym (max 140 - 145 zakres tętna; I / II zakres). Przykładowy tydzień:

W marcu udało się wyskoczyć kilka razy na rower, początkowo również regenerowałam się na basenie, co stanowiło fajne uzupełnienie. Przed izolacją, 2-3 razy w tygodniu byłam na siłowni, a obecnie przeniosłam treningi na matę z wolnymi ciężarami. Robię sobie 20min "rozgrzewkę", a potem dorzucam ćwiczenia wzmacniające na dane partie ciała przez kolejne 40min. Robię zazwyczaj 2-3 serie. Staram się rozciągać 4-5 razy w tygodniu + roller.

Ciekawostka: zainwestowałam w budżetową bieżnie (wydatek 900zł) :D bo tak się przestraszyłam wizji kompletnej izolacji (na wzór Francji i Hiszpanii), że postanowiłam ubezpieczyć się w formie takiego sprzętu. Zobaczymy jak się sprawdzi, na razie sobie spokojnie nabijam kroki podczas oglądania Netflixa. Może jakiś pościk zrobię z recenzją? ;-)

Podsumowując, generalnie czuję się bardzo dobrze. Sama jestem zdziwiona (pozytywnie). Niby dużo klepie wolnych kilometrów, ale widzę, że im więcej ich naklepię - tym mam więcej mocy podczas treningów jakościowych. Do obserwacji. Czeka mnie jeszcze ładne kilka miesięcy pracy!

#ZOSTAŃWDOMU

Mija już 3 tydzień odkąd pracuję zdalnie, ponad 2 tygodnie od wprowadzenia stanu epidemiologicznego oraz tydzień od zakazu wychodzenia z domu. Naprawdę, gdyby ktoś mi to przedstawił 2-3 miesiące temu to puknęłabym się w czoło, stwierdzając, że delikwent za dużo ogląda filmów katastroficznych.

Aby w tym wszystkim nie zwariować, zadbałam o kilka kluczowych aspektów:

  • Przestrzeń "domowa" vs "robocza" - w związku z pracą zdalną, mam wydzielone miejsce pracy i zamiast siedzieć w piżamie, ubieram się w wygodne ciuchy, ale bardziej "do ludzi". Pozwala to wejść w tryb pracy. Nie jem przy komputerze. Przerwa na lunch.
  • Spontaniczna aktywność - staram się nabić 10 - 12k kroków dziennie; gdy wiem, że czeka mnie szereg telefonów i niekoniecznie potrzebuję komputera, biorę słuchawki i spaceruję, rozmawiając. Zrobię kilka przysiadów, podskoków podczas wieszania prania. Porozciągam się. Pójdę pieszo na bazarek.
  • Kolorowa dieta - będąc w domu mam możliwość przygotować sobie świeże sałatki, pieczone warzywa i po prostu poeksperymentować. Nie zrozumcie mnie źle, nie spędzam w kuchni drugiej dniówki - po prostu mam czas na to by zastanowić się, co bym chciała zjeść, a nie co jest szybkie, łatwe i logistycznie do zrobienia w mig.
  • Lista "TO DO" - wykorzystując sytuację, co jest takiego, co odkładałam, a chciałabym zrobić? Może czas wypełnić album zdjęciami? Przeczytać książkę? Nadrobić zaległości filmowe?
  • Stały kontakt z bliskimi - heloł, mamy Internety! Dzwońmy, widujmy się, róbmy sobie posiadówki - co z tego, że po dwóch stronach ekranu. Nic nie trwa wiecznie, a musi nam to na chwilę obecną wystarczyć ;-)

Tym samym, życzę Wam dużo optymizmu na kolejne tygodnie i miesiące - przychodzą ciepłe dni, nie bójmy się wyjść z domu pobiegać, ale róbmy to z głową. Unikajmy skupisk ludzi. Wykorzystajmy ten czas w domu na te czynności, które nigdy nie były nam po drodze. Na przykład ja mogę się pochwalić czystymi oknami w domu, posadzoną rzeżuchą i przepysznym curry :D

To tyle. Powodzenia, trzymajcie się ciepło!