Wchodzimy w maj z nadzieją, że "najgorsze" za nami! Kwiecień był dla mnie prawdziwą huśtawką emocjonalną - z jednej strony starałam się walczyć o normalność w codziennych rytuałach, ale też miałam wrażenie, że coraz bardziej tracę motywację do działania ...

Ostatnie tygodnie były pełen skrajnych emocji, wzlotów i upadków. Miesiąc zaczął się od wprowadzenia kolejnych obostrzeń w związku z epidemią, a każde "nieuzasadnione" wyjście z domu łatwo mogło skończyć się mandatem. Na szczęście, od 20 kwietnia możemy cieszyć się większą swobodą ruchu. Jak pandemia wpłynęła na moje treningi?

Za dużo stresu, za mało jakości

Gdy patrzę tak sobie na podsumowanie miesiąca to faktycznie sporo wpadło biegowych i rowerowych kilometrów - ponad 600: 228km biegania i 372km roweru. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że większość tych kilometrów kosztowała mnie o wiele zbyt dużo stresu, bo mandaty / bo nie wolno / a może wolno? Dobrze jednak, że to już za nami (mam nadzieję!). Sumiennie ćwiczyłam na macie 2-3 razy w tygodniu - dobry odmóżdżać po całym dniu przed komputerem.

Kwiecień był dziwny. Wychodząc na trening, brałam słuchawki i chciałam mieć to już za sobą. Cieszyły mnie tak naprawdę długie weekendowe wybiegania i wycieczki rowerowe, które dawały mi poczucie (względnej) normalności. Poza tym, wypatrywałam na każdym kroku służb porządkowych, które mogłyby wlepić mi mandat (paranoja).

W przedostatni tydzień miesiąca miałam kompletny zjazd energetyczny i motywacyjny- po prostu, wezbrało się i wylało. Cokolwiek to było, nie było przyjemne. Zdałam sobie sprawę, że zamknięcie w domu i dynamiczna sytuacja z coroną, sprawiła, że wygenerowało to we mnie niespotykaną dotąd potrzebę kontroli - wszystko, co sobie założyłam miało się spełnić w 100%, cały czas chciałam być produktywna. Dosłownie nie mogłam wysiedzieć w jednym miejscu, skupić się na jednej rzeczy. Coś chciałam, coś mi nie grało - ale nie do końca wiedziałam, co chcę. Narzuciłam sobie bardzo dużo presji, zamiast zrozumienia wobec sytuacji - pojawiła się krytyka wobec samej siebie, że marnuję czas, który mogłabym spędzić tak i siak. Miałam ochotę uciec, ale do końca nie wiedziałam przed czym i gdzie.

Objętość nad jednostkami jakościowymi

Tylko raz zrobiłam przebieżki. Kompletnie nie chciało mi się biegać szybko. Klepałam szczęśliwie kilometry, relatywnie wyluzowana, obserwując zmieniająca się rzeczywistość. Budowania bazy nigdy za wiele, prawda? :-) A tak na poważnie, obiecałam sobie słuchać organizmu, który łaknął ruchu, ale nie "na granicy" wytrzymałości.

Czuję już powolutku głód szybkości, ale to raczej na spokojnie. Cieszy mnie fakt, że praktycznie co weekend udało się wyrwać na dłuższe wybieganie, czy wycieczkę rowerową. Czwóreczki rosną aż miło, więc w maju dołożę więcej przebieżek, może nareszcie uda się wyrwać na konkretne podbiegi. No i czekam na powrót w góry :-) To byłby dopiero energetyczny boost!

Trening uważności & rytuały

Każde doświadczenie czegoś nas uczy, prawda? Podjęłam decyzję by większą uwagę zwracać na codzienne rytuały, na które kiedyś po prostu nie było czasu. Przede wszystkim, zaczęłam spisywać swoje myśli - po raz pierwszy od wielu lat przelewam myśli na papier i mocno ułatwia mi to funkcjonowanie. Codziennie rano również robię sobie plan rzeczy do zrobienia, ale nie staram się już "upchnąć" wszystkiego by przemęczyć jeden dzień, a raczej mądrze to rozłożyć na 2-5 dni.

Wprowadziłam stały rytuał poranka (rozciąganie / medytacja 10 min / dziennik / plan dnia). Jak trenuję, to biegam bez słuchawek. Mogę teraz na spokojnie wsłuchać się w swój oddech, posłuchać ptaszków i być bardziej "tu i teraz". Przy treningu siłowym skupiam się na dokładności wykonywanych ćwiczeń, a nie na ilości, czy czasie. Wolę zrobić 3 x 20-30 min ćwiczeń niż 1 x 60 min, gdzie jakość wykonywanych ćwiczeń spada wraz z upływem czasu. Plus, przerywniki w pracy (co godzinę chwila przerwy na kawę / wodę / kilka ćwiczeń / 10 min spacer) pozwalają mi być dłużej "świeżą". Jeśli chodzi o zasypianie - na 2 godziny przed snem odkładam telefon, dużo czytam, staram się wyjść na wieczorny spacer. Śpi mi się coraz lepiej, stres schodzi ufff :-)

Podsumowanie

Czy pandemia wpłynęła na mój trening? Z założenia - NIE. W praktyce - jak najbardziej! Przede wszystkim, sytuacja epidemiologiczna sprawiła, że koniecznym było wykreowanie sobie nowej definicji "normalności". Przyznam, że tak się bałam ograniczenia wolności wyjścia i "przewietrzenia" głowy, że często postępowałam irracjonalnie. Szłam biegać, gdy organizm krzyczał STOP, bo było bardzo wcześnie i prawdopodobieństwo napotkania funkcjonariuszy było mniejsze ;-) Kto by uwierzył w takie historie, prawda?

Jednak, wchodzę w nowy miesiąc z lekkim sercem. Kwiecień nauczył mnie, że nie warto "wszystko", "już", "teraz" - trochę cierpliwości i życzliwości wobec siebie. Miejmy nadzieję, że ten luz będę w sobie pielęgnować, a maj przyniesie wiele wspaniałych biegowych wypadów :-)

Trzymajcie się, M